Na marginesie: koło życia

Przeczytane: kiedy się urodziła - w święto Czterdziestu Męczenników - matka, bojąc się jej męczeńskiego życia, wybrała dla niej potężnego patrona. 

Pierwszy i ostatni raz spotkałam Józefę, kiedy miała 90 lat. Była wiosna. Wcześniej wymieniałyśmy listy. Pisane drżącą ręką kazały wyobrazić sobie ją jako nieporadną staruszkę. Tymczasem okazała się siwowłosą żywą i energiczną kobietą. W jej mieszkaniu pełno było śladów dziecięcej obecności - laurki, zabawki, książeczki. Całe życie zajmowała się dziećmi, była dla nich ciocią, babcią, prawie matką. Prawie - bo nigdy matką nie została. Żoną Bronka była dwa miesiące. Zginął w obozie, a jego ciało spopielono w krematorium w Popielec 1942 roku. Została sama. 

- Narysowałam swoje koło życia - powiedziała. 

Zaznaczyła każdy etap: dzieciństwo, młodość, wojnę. I ostatnie słowo - „oczekiwanie”. Bo nigdzie się już nie spieszy. Stoi w miejscu i czeka.

Koło życia zamknęło się jesienią. Wróciła do domu.

(jarkwi)
02.07.2026 r.